DrAcKo |
Trochę Tu już bawi |
|
|
Dołączył: 08 Sie 2005 |
Posty: 100 |
Przeczytał: 0 tematów
|
|
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
2004 roku UbiSoft wydało grę Mały projektant mody. Byłam trochę zła, że muszę recenzować taki szajsik. Niedopracowany, z marnymi teksturkami, ale za to z bardzo dużą ilością ciuszków i wszelakich gadżetów. Cóż z tego, że ich tyle - narzekałam, jeśli wyglądają jak wycięte z kartonu. I oto pięknego dnia przyszła paczka z redakcji, a w niej Barbie: Salon piękności. I patrzcie, jak szybko zmienia się pogląd na grę, kiedy ma się jakiś podobny produkt i można oba porównać. Otóż właśnie zmieniłam zdanie o gierce wydanej przez UbiSoft...
Przypadkiem oglądałam jakąś pełnometrażową baję z Barbie w roli głównej i muszę przyznać, że łatwo zrozumieć dzieci, które tak kochają te anorektyczne lalki. Barbie jest słodka, idealna, pewnie tak w wyobrażeniach najmłodszych wyglądają księżniczki. Film też miał niezłą fabułę, wciągał, więc tym lepiej reklamował główną bohaterkę. I dobrze, film widać jaki jest, lalkę można obmacać i sprawdzić, czy ma wszystko na miejscu, ale z grami to już nie jest taka prosta sprawa. Na rynku niemało słabiutkich tytułów podrasowanych główną rolą jakiejś znanej dzieciom postaci. No i w zasadzie Barbie: Salon piękności to taka miernocina, ale tym razem nie chodzi o tekstury... Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie cena. Jest wyśrubowana w stosunku do tego, co oferuje program. I to niestety jest najważniejszy minus tego produktu.
W Barbie: Salon piękności bawimy się w stylistę. Na początek musimy spośród trzech piękności wybrać tę, którą będziemy czesać, malować, ubierać i robić jej manicure. Niestety panienki są do siebie podobne – nie znam się na rodzajach lalek, ale Barbie, Teresa i Christie różnią się między sobą tylko kolorem oczu, skóry i włosów – i akurat w grze komputerowej stanowi to nieco za małe urozmaicenie. Ale idźmy dalej. Teraz musimy zdecydować, na jaką okazję nasza klientka będzie się stroić. Można ją zatem wysłać na premierę filmową, wymarzoną randkę, bal sylwestrowy, sesję fotograficzną, ślub itp. To delikatna sugestia programu, aby dopasować wygląd do okoliczności - oczywiście można ją pominąć. Widzimy jak nasza wybranka wchodzi do salonu, po czym od razu przystępujemy do zabawy. W salonie fryzjerskim da się włosy podciąć lub wydłużyć, zakręcić albo wyprostować, a także zmienić kolor na klasyczne odcienie lub zwariowane kolory. Można też zrobić pasemka, ale wyglądają one trochę sztucznie na teksturze włosów, więc specjalnie nie upiększają. Kolejnym krokiem jest uczesanie – tu do wyboru jest sporo wariantów, większość niestety bardzo do siebie podobnych – są to wariacje na temat koków - jedne bardziej klasyczne, inne lekko zwariowane z niesfornymi kosmykami, ale wciąż to tylko same koki. No i ozdoby do włosów – tu dziecko będzie miało sporą frajdę, gdyż na składzie są motylki, kwiatuszki, opaski i diademy. Gdy włosy mamy z głowy, że tak się wyrażę, zabieramy się za paznokcie. Oj, tu wariantów jest prawdziwe zatrzęsienie – tipsy krótsze, dłuższe, spiczaste, półokrągłe, w kancik, z francuskim manicurem i bez, aż się człowiek zastanawia po co aż tyle tego, skoro różni się to od siebie tylko minimalnie, a przynajmniej różnica owa nie będzie istotna dla dziecka. Za to twórcy postarali się o masę lakierów, wzorków i przylepianych ozdóbek. I znów szkoda tylko, że o ile sam lakier podkładowy ładnie widać, tak wzorki niestety już nie bardzo. Są malutkie i trudno je umieścić tak, by uzyskać zamierzony efekt, raczej wychodzi nam na chybił trafił. Dopiero po nałożeniu brylancików nabierają ostatecznie szyku, więc możemy spokojnie przejść do makijażu. Tu znajdziemy puder, tusz, cienie do powiek i szminki, a także drobne ozdóbki na twarz. Kolory da się mieszać, uzyskując ciekawe odcienie, albo też samodzielnie zdecydować o intensywności barwy. Warto zaznaczyć, że wszystko wskakuje od razu na swoje miejsce, tzn. puder na policzki, a cienie na powieki itd. I dobrze, bo to nie gierka zręcznościowa, a i końcowy efekt w innym przypadku byłby pewnie wątpliwy. Zostało nam jeszcze dobranie jakiegoś wdzianka. I tu niestety twórcy dali ciała. Niby jest podział na cztery kategorie ciuszków w zależności od okazji, ale wszystkiego jest w sumie bardzo mało, a z dodatków jest jedynie biżuteria, gdyż torebek brak, a butów i tak prawie nie widać. Na szczęście podczas zakładania kolczyków, naszyjnika i bransoletki postać się powiększa, dzięki czemu możemy przez chwilę podziwiać ładne wzory błyskotek. No i koniec. To znaczy jeszcze filmik, na którym panienka wchodzi do salonu, a potem pokazuje się cztery razy po każdej metamorfozie... i jeszcze wielki finał, czyli impreza, na którą się tak szykowała. Tyle że ten finał wcale wielki nie jest.
No i co powiecie? Dla mnie jest to stanowczo za mało. W małym projektancie mieliśmy, mnóstwo wariantów fryzów, kolorów, odcieni, dodatków, ciuszków, no... oprócz manicuru, ale naprawdę było w czym wybierać, co znacznie wydłużało żywotność gierki. W Barbie: Salon piękności nie można oczywiście mówić o zmianie rysów twarzy modelki, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby umieścić tu więcej wszystkich innych upiększających dodatków. W rezultacie gra szybko staje się nudna. Żeby choć te śluby i noce sylwestrowe wyglądały nieco inaczej dla każdej panny, ale niestety są takie same dla wszystkich.
A grafika? Pod tym względem jest naprawdę dobrze. Dziewczynki lubią takie słodkie kolorki, a wyraźne przedmioty w menu każdego salonu oraz intuicyjny interfejs pozwolą na bezproblemową grę. No i Barbie wygląda wprost prześlicznie, tak jak w filmie lub w sklepie i jest także ładnie zanimowana. Co do filmików, to dobrze że w ogóle są, choć i tak przydałoby się bardziej je urozmaicić, o czym już wspominałam. Oprawa dźwiękowa jest dobra, ale raczej nie o muzyce warto pisać (bo ta jest akurat trochę dziwna jak dla dzieci), ale o głosie lektora. Młody, przyjemny głos czyta instrukcje i podpowiedzi, a także chwali gracza za wszystkie posunięcia, co z pewnością da dziecku satysfakcję.
Podsumowując, Barbie: Salon piękności jest dopracowany, wygląda i brzmi ładnie; jest także grywalny. Niestety szybko się znudzi, gdyż fryzury, makijaż i ubiór są za mało zróżnicowane i w dość skromnej ilości, co nie wróży grze długiej żywotności. |
|