DrAcKo |
Trochę Tu już bawi |
|
|
Dołączył: 08 Sie 2005 |
Posty: 100 |
Przeczytał: 0 tematów
|
|
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
Swego czasu Blood, albo po polsku "Krew", był jednym z najbardziej miodnych i krwawych fpp shooterów. Dawka przemocy i grywalności jaką zawierała produkcja Monolith, przyciągała na długie wieczory rzesze zapalonych graczy. W późniejszym czasie na kanwie sukcesu pierwszej części postanowiono wydać Blood 2: The Choosen, oparte na zupełnie nowym silniku graficznym, przy zachowaniu tego samego poziomu brutalności. Jeszcze dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam długą kosę, którą posiadał Caleb w swoim asortymencie, a którym to narzędziem można było niewinnym ludzikom... Ech, zagalopowałem się, miało być o Bloodzie, a nie jego kontynuacji Dzisiaj minęło już parę lat od wydania Blooda, powstało wiele równie "krwistych" produkcji, technika zaś mocno skoczyła do przodu. Jak więc na tym tle wygląda kultowa "Krew"?
Obiecywali mu wiele rzeczy. Mówili: "wiara jest kluczem", "wiara wskaże ci drogę", on
im wierzył. Wierzył, bo chciał wierzyć. Lecz wiara ta musiała być potwierdzona. Przez długi czas Caleb służył mrocznemu Tchernobogowi, biorąc udział w przerażających rytuałach, masakrując bezbronne ofiary. Jednakże każda sielanka kiedyś ma swój koniec. Teraz Caleb stał się największym niebezpieczeństwem dla grupki oszalałych wyznawców. Cóż, nie ma innego wyjścia jak ich eksterminować, zaś samego Tchernoboga wysłać do najniższych kręgów gehenny.
Czy można w dzieło Monolith grać jeszcze bez większych problemów? Tak, gra nadal jest bardzo miodna. Hektolitry krwi, krzyki przeciwników, ciekawe bronie, gustownie zaprojektowane etapy - wszystko to daje w efekcie bardzo klimatyczną i mroczną rozrywkę. Jest to swego rodzaju klasyka, do której nie zaszkodzi od czasu do czasu sięgnąć, mimo braków w oprawie wizualnej.
Broń w Bloodzie służy wywołaniu maksymalnej rzeźni, dlatego warto przyjrzeć jej się z bliska. Nasz asortyment to:
- widły - przyrząd używany przez większość chłopów do przenoszenia siana, tutaj znalazł nowe zastosowanie. Dzięki finezyjnym ruchom dłoni naszego bohatera, widły z ogromną precyzją przeszywają przeciwników, rozrywając ich na strzępki. Niestety nadają się tylko na krótkie odległości.
- pistolet na flary - wyrzuca z siebie świecące pociski, które w większej ilości potrafią zapalić wroga. Niestety nie można używać ich w wodzie, poza tym strzelając niezbyt wprawnie, możemy podpalić samych siebie
- shotgun - spisuje się świetnie na krótkich dystansach, ma ogromny rozrzut. Tworzy zgraną parę z ewentualnym shotgunem w drugiej ręce. Jego główną wadą jest dość długi czas przeładowywania.
- karabin maszynowy Thompson - oglądaliście kiedyś filmy o gangsterach z początku XX wieku? Mieli takie fajne karabiny, z okrągłymi magazynkami... Właśnie czymś takim możemy się posługiwać w "Blood". Do gustu przypada duża siła ognia, szybkostrzelność zaś w alternatywnym trybie strzelania - zwiększona liczba wypluwanych naboi.
- dynamit - co tu dużo mówić, klasyka. Zwoje dynamitu są idealne na zwarte grupy wroga. Długość rzutu dynamitem zależy od czasu przytrzymania klawisza strzału. Uważać jednak należy, aby nie trwało to zbyt długo z powodu szybko palącego się lontu. Chyba nikt nie lubi, gdy dynamit wybucha mu w ręku.
- incinerator - mała wyrzutnia napalmu, spełnia role rakietnicy. Zaleca się specjalną ostrożność w małych pomieszczeniach i naprzeciwko ścian. Zaleta to ogromne spustoszenie.
- lalka Voodoo - działa tylko wtedy, gdy mamy kogoś na muszce. Parę nakłuć na wypchanej sianem laleczce owocuje zejściem śmiertelnym danej osoby.
- działko Tesla - razi zuchwalców wysokoenergetycznymi wiązkami energii. Nie polecam używania pod wodą.
- spray - bawiliście się kiedyś zapalniczką i sprayem? Jeśli nie, to tego nie róbcie, jeśli tak, to tutaj również będziecie mogli się tak pobawić. Spray działa jak mały miotacz ognia, podpalanie przeciwników jest bardzo efektowne. Widok biegających żywych pochodni może napawać strachem.
- Life Leech - zabiera energię życiową przeciwnika. Wykwintne, ale mało przydatne w samym środku jatki.
Dodatkowo w Bloodzie do dyspozycji mamy odpalane przez nas bomby oraz ładunki wybuchające w momencie wykrycia ruchu.
Bestiariusz nie należy do jakichś szczególnie wybitnych, ale warto o nim wspomnieć.
W czasie pełnych krwi i znoju walk pozbywać się będziemy m.in.: szczurów, nietoperzy (mało szkodliwe, ale upierdliwe, w sam raz do szybkiej eksterminacji), zombiaków (należy się upewnić, czy zginęły, bo mają skłonność do wstawania), wszelkiej maści panów w habitach (różne typy, z bronią palną), gargoryli (latające demony, trudno się do nich celuje) czy dławiących dłoni (podobne do tych z rodziny Adamsów, tyle że tu bardzo groźne).
Tak jak to bywało w starszych produkcjach, całą zabawę podzielono na cztery niezależne epizody. Każdy z nich zawiera od sześciu do ośmiu poziomów, plus etapy bonusowe, które możemy odkryć. Każdy etap napakowany jest ukrytymi miejscami, pełnymi dodatkowego zdrowia, amunicji czy nowych broni. W Bloodzie zniszczyć możemy większość wyposażenia (szyby, posążki, figurki, zwisające ciała...). Nie jest to Red Faction, w którym rzeźbić mogliśmy w samej masie skalnej, ale w końcu to nie te lata. Levele zostały zaprojektowane dość inteligentnie, choć widok niektórych ich elementów i rozwiązań trąci już myszką. Wszystko za sprawą nie przystającego do naszych czasów engine graficznego, z licznymi ograniczeniami. Jednakże dzięki wspomnianemu smakowi architektonicznemu oraz wielkości - nadal da się na nich grać.
Graficznie to już nie to. Można odpalić Blooda w wysokiej rozdzielczości, ale te wszędobylskie, ogromne, rozpikselowane sprite'y... Fuuu. Oddajmy jednak, iż tekstury są ładne, bardzo fajna jest opcja rozwałki różnych ozdób. Postacie, mimo iż nie trójwymiarowe, zanimowane zostały bardzo dobrze i nadał potrafią nieźle wystraszyć. Do gustu przypada także wygląd broni, w czasie spoczynku oraz strzelania. Za dzieło sztuki uznaję elementy związane z tzw. brutalnością gry. Eksplodujące ciała po zetknięciu z napalmem, leżące głowy, które możemy kopać, strumienie jasnoczerwonej krwi plamiącej ściany i podłogi... Blood był bodaj pierwszą tak mocną i krwawą produkcją. Jatka jaką widzimy na ekranie nadal robi wrażenia i przyciąga do komputera. Potencjał miodności zawarty w Bloodzie jest tylko odrobinę mniejszy niż w momencie jego premiery. Upływający czas zrobił swoje, ale to tak jak z produktem Id Software - po prostu klasyka. Inna bajka to oprawa dźwiękowa. Tylko chwilę zajęło mi ręczne konfigurowanie ustawień karty muzycznej i już mogłem wpaść w otchłań przerażających odgłosów. Dźwięki, używając młodzieżowego slangu, trzymają klimę. Jęki, zawodzenia, ryki, a wszystko to okraszone salwami wystrzałów... Nadal można się nieźle wystraszyć. Co lepsze, Blood posiada wiele smaczków, jak np. mnichów wołających "Maranatha" ("Panie przybądź") czy palących się ludzi z okrzykiem na ustach "There is no place like home". Tworzy to wręcz niesamowity klimat, klimat sieczki i ostrej jazdy.
"Krew" nie ma jakichkolwiek szans w starciu z najnowszymi produkcjami, jeśli spojrzymy tylko na grafę. Jeśli jednak przełamiemy się, potrafi wciągnąć na długi czas i nawet w dzisiejszych czasach dać wiele satysfakcji. |
|