DrAcKo |
Trochę Tu już bawi |
|
|
Dołączył: 08 Sie 2005 |
Posty: 100 |
Przeczytał: 0 tematów
|
|
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
Na dość niewielkim ryneczku spolszczonych programów brydżowych pojawił się nowy produkt. To Paragon Bridge firmy Tellis Software. Wydawca zachwala go, obiecując trzy różne stopnie trudności pozwalające wszystkim graczom, tj. nowicjuszom i mistrzom, spędzić wiele godzin przed ekranem monitora. Twierdzi również, że Brydż to pozycja idealna dla niezaawansowanych i kompletnie początkujących graczy, gdyż w trakcie zabawy pojawiają się porady sugerujące zawodnikom stawki licytacji. To ostatnie zdanie jest NIESTETY prawdziwe. O tym, dlaczego NIESTETY i z jakich powodów należy się od Brydża trzymać z daleka, opowiem Wam w dalszej części niniejszego tekstu.
[osobiste mode on]
A miało być tak pięknie! Biorąc pudełko do ręki cieszyłem się jak dziecko, że wreszcie podszlifuję swoje marne umiejętności i w końcu dorównam poziomem najlepszym brydżystom w rodzinie (pozdrowienia dla Dziadka). Miałem świadomość, że wciąż gram nie najlepiej. Znam zasady rozgrywki, podstawowe prawidła dotyczące licytacji oraz wykładania kart, lecz nie mam jeszcze wystarczającego doświadczenia, by umiejętnie wylicytować szlema i potem go skutecznie zagrać. Potrzebowałem więc gier, możliwie dużej ilości rozdań oraz szansy na ich dokładną analizę.
Nic dziwnego, że Brydż wydawał się być panaceum na wszystkie moje kłopoty. Był tani (19,90 zł), zawierał kącik edukacyjny i pozwalał grać i grać do upęku z, jak sądziłem, znacznie lepszymi partnerami. Nie zraziło mnie więc to, że program uruchamiał się bezpośrednio z płyty CD, na której zajmował 5 MB. Któż by analizował takie szczegóły?
[osobiste mode off]
Okazało się, że analizować trzeba wszystko. Pierwszą konsekwencją niewielkiej objętości Paragon Bridge jest brak spektakularnych fajerwerków graficznych. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że akurat w tego typu programie nie są one najważniejsze, tyle że liczyłem na pewne minimum. Zabrakło mi na przykład możliwości zmiany tapety tudzież obrazków znajdujących się na koszulkach kart. Niestety okazało się, że to dopiero przedsmak graficznych niedoróbek programu. Same karty są co prawda wyraźne, zielony kolor tła nieźle dobrany, ale już rozłożenie informacji na ekranie zasługuje na naganę. Toż to chaos w czystej postaci! Kilka rodzajów prostokątnych tabelek ustawionych bez składu i ładu, do tego oznaczenia beztabelkowe (Po, Pó, Z, W) oraz powielające je opisy w okienkach okrągłych (Zachód, Wschód, Północ, Południe), wreszcie porady w półokrągłych ramkach z jeszcze innej bajki - tak nie powinien wyglądać stół w profesjonalnym programie karcianym. Troszkę za dużo tu różnych bytów, form i sposobów podawania informacji...
Do nędznej jakości szaty graficznej dorzucić trzeba niezbyt udaną lokalizację. Słabo wypada niemrawy lektor, którego nagrano zapewne na zwykłym komputerze, za pomocą mikrofonu za 19 złotych. Pogłos jest taki, jakby nieszczęśnik siedział w koszu na śmieci. Do tego w samym tłumaczeniu roi się od błędów. Zamiast dopełniacza - "robra" - jest niegramatyczne "robera". Zamiast klasycznej "kontry" zastosowano słówko "podwójne", zamiast "dokładać do koloru" sentencję "popierać kolor" (co w przypadku brydża ma nieco inne znaczenie). W dodatku na ekranie pojawiają się czasami wyrazy angielskie. Krótko mówiąc, tłumacz nie miał zbyt wiele pracy, a mimo to popełnił kilka poważnych błędów. Pochwalić muszę natomiast muzyków. Jazzowo-ragtime'owe szlagiery przygrywające w tle są naprawdę przedniej jakości!
[rozpacz mode on, for bridge players only]
Oprawa graficzna, tłumaczenie, nawet muzyka - wszystko to pryszcz. Najważniejsza w brydżu jest przecież licytacja i rozgrywka. I tu Paragon Bridge ponosi gigantyczną klęskę. W grze Brydż, nawet na najwyższym poziomie trudności, komputer gra jak całkowity amator. W dodatku popełnia dziecinne błędy i w ogóle nie zna zasad gry w brydża!!!
Już w pierwszym rozdaniu komputer zaskoczył mnie, wistując w mojego króla atutowego (mając dwie blotki), podczas gdy ja posiadałem asa, damę i waleta. Klasyczna głupota! Błyskawicznie zmieniłem poziom trudności z najmniejszego na najwyższy i... okazało się, że wcale nie jest lepiej. I to w każdym aspekcie gry!
Pojawiające się w czasie licytacji podpowiedzi komputera są w przypadku prostych rozdań trafne, ale wystarczy trochę bardziej udziwniony rozkład, a sprzęt zaczyna wariować. Przykład? Komputer na ogół sugeruje, że gdy ma się poniżej 12 punktów, nie warto wchodzić do zabawy. Zdarza się to również w sytuacji, gdy na ręku gracz ma 11 punktów i np. 8 pików. Bez sensu. Z kolei gdy miałem 19 punktów na ręku, komp zaproponował, bym powiedział... pas. Kilka podobnych błędów sprawia, że nawet początkujący gracz niczego dobrego w Brydżu się nie nauczy.
Tym bardziej, że partner zachowuje się jak amator. Przede wszystkim ma idiotyczny zwyczaj "zostawiania" gracza w czasie licytacji. Cóż to oznacza? Ot, na przykład gracz rzuca wywoławczego trefla, po którym słyszy trzy pasy. Kiedy indziej ustala kolor (mówię 1 kier, pas, w odpowiedzi 1 pik, pas, na to ja 2 trefl i słyszę trzy pasy). Ta ostatnia sytuacja zdarzyła mi się w sytuacji, gdy mój partner posiadał cztery niezłe kiery i zaledwie 2 trefle! Inny przykład? Proszę bardzo - mam siedem kierów, zgłaszam więc kolor partnerowi, ten zmienia go na piki, których nie mam. Ponawiam kiery i co słyszę? Piki. Potem okazuje się, że komputer rzeczywiście posiada pięć ładnych pików, ale zaraz obok nich siedzą sobie trzy niezgorsze kiery. Kretynizm! Co ciekawe, spędziłem nad Brydżem cały dzień i ani razu nie zdarzyło mi się wylicytować czegoś więcej niż trzy w kolor. O czymś to świadczy, prawda?
Rozgrywka - ostatnia nadzieja na podniesienie oceny Brydża - prezentuje podobnie niski poziom co licytacja. Komputer nie umie wistować, nie umie impasować, często dokłada figury mając w zanadrzu dość blotek, by móc liczyć na lewy. Owszem, potrafi "wziąć swoje" (czyli wyłożyć na stół wszystkie karty biorące), ale ma problemy m.in. z przebijaniem. Wielokrotnie widziałem jak puszczał mi lewę, miast ją zatutować. Po co? Nie mam pojęcia. Efekt był tego taki, że nawet przy marnych kartach (6-9 punktów i przynajmniej jedna piątka) nie bałem się licytować na poziomie dwóch, trzech w kolor, nawet przy upartym milczeniu mojego wirtualnego partnera. Co prawda nie bez wpadek, ale robra wygrywałem.
[rozpacz mode off, for all]
Pomysł wydania brydża za 19 złotych należy pochwalić. Cena pozwala też przymknąć oko na nie najlepsze tłumaczenie. Niestety Paragon Bridge nie nadaje się ani do zabawy, ani do nauki. Dlaczego? Bo Brydż w ogóle nie potrafi grać w brydża... |
|