DrAcKo |
Trochę Tu już bawi |
|
|
Dołączył: 08 Sie 2005 |
Posty: 100 |
Przeczytał: 0 tematów
|
|
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
To by dopiero była konsternacja, blady strach, a nawet przerażenie, gdyby na przekór wieloletniej tradycji nie ukazała się pod koniec roku kolejna część Championship Manager, wyposażona w zaktualizowaną bazę danych oraz garść nowych tudzież starych, ale ulepszonych opcji i rozwiązań. W tym roku na szczęście nie musimy drżeć ze zgrozy, bo oto jest - CM03/04. Jednakowoż na horyzoncie majaczy nadciągająca burza - Eidos bowiem, wydawca i właściciel serii, prawdopodobnie rozwiąże umowę z twórcami (wyczytałem to gdzieś) tego najlepszego na świecie piłkarskiego menedżera - Sports Interactive. Nie będzie już zatem nowych „champów” – możliwe, że ktoś inny zajmie się ich produkcją, ale ja takiej gierki do rąk nie wezmę, zapowiadam to od razu. Dla mnie seria CM związana jest nierozerwalnie ze Sports Interactive... którzy, miejmy nadzieję, wydadzą kolejną część pod jakimś innym tytułem...
Ale przejdźmy do samej gry. Championship Manager 4 przyniósł wiele zmian - i na lepsze, i na gorsze. Wielu twierdzi, że był to krok wstecz względem poprzedniej części, ale ja byłbym ostrożny w ferowaniu takich wyroków. Gra była świetna, a rozgoryczenie niektórych fanów wypływa z niesamowitej mnogości błędów, dziur i bugów, które naprawiane były przez kilka patchy. Należałoby się spodziewać, że w nowym „champie” już z tymi problemami sobie poradzono – i owszem, tak właśnie jest, choć i tak sugeruję, żebyście zainstalowali sobie niedawno wypuszczoną łatkę nim zaczniecie grać...
A co mamy nowego oprócz poprawionych błędów i jak zwykle, zgodnie z tradycją, poszerzonej, ulepszonej i zaktualizowanej bazy danych? Zmian względem CM4 jest całkiem sporo, choć prawie żadna z nich nie nosi znamion rewolucji – w zasadzie są to tylko ulepszone i bardziej wypieszczone elementy znane już wcześniej. I w sumie dobrze, bo po „czwórce” gracze mają dość innowacji – i tak potrzeba trochę czasu, by przyzwyczaili się do „nowego” ceema.
Zacznijmy zatem wyliczankę. Po pierwsze – w nowej inkarnacji serii powraca edytor bazy danych, którego nie wiadomo dlaczego zabrakło w CM4. Dla przypadkowych, lub zaczynających dopiero swoją przygodę z tą grą, ludzi nie znaczy on wiele, ale maniacy, zapaleńcy i fani znają jego niepoślednią wartość w aktualizowaniu świata „champa” w stosunku do prawdziwego.
Drugą zmianą, i chyba najbardziej widoczną, jest dość radykalnie zmienione podejście do treningów. To, co widzimy tutaj jest jakby kompromisem pomiędzy zbyt skomplikowanym i mało przejrzystym systemem z CM4 oraz trochę naiwnym i nie przywiązującym zbytniej wagi do tego aspektu podejściem, znanym z CM01/02. Teraz wszystko mamy na jednym ekranie – i tygodniowy plan treningów, i oddelegowanych do tego trenerów i lekarzy, i samych zawodników (oraz ich indywidualny tok ćwiczeń). W końcu udało mi się połapać, o co w tym chodzi! Nie dość, że samo planowanie sesji treningowych jest bardzo czytelne, to jeszcze możemy bez problemu dowiedzieć się, nad jakimi umiejętnościami i atrybutami skupia się dane ćwiczenie. Naprawdę – duże brawa za takie rozwiązanie tej kwestii dla chłopaków z SI, zwłaszcza że na deser dostaliśmy jeszcze możliwość dokładnego śledzenia postępów każdego z graczy (a nie zawsze jest to postęp, bo i zdarza się regres nader często).
Trzecim, widocznym na pierwszy rzut oka usprawnieniem jest poprawiony silnik 2D stosowany w przedstawieniu spotkań. Owszem, dalej mamy tutaj kolorowe kropki przedstawiające zawodników i sędziów oraz piłkę, ale wszystko jest większe i bardziej wyraziste. Widać też, że sporo pracowano nad „fizyką” – nie dość, że ta żółta metafora łaciatej zachowuje się bardziej realistycznie, to i po ruchu kropek możemy wywnioskować akcje samych piłkarzy. Dosłownie można zaobserwować kiedy im odskoczy piłka, kiedy walą z woleja, a kiedy z przewrotki, kiedy robią wślizg lub wchodzą ciałem. Nawet takie szczegóły, jak przepychanka na polu karnym przy wykonywaniu rzutów rożnych, czy też radosne wybieganie zawodników za linię końcową po zdobyciu bramki zostały tutaj bardzo wiarygodnie i realistycznie zobrazowane. No, po prostu miodzio. Niech sobie inni producenci stosują silniki 3D – i tak będą lata świetlne za tym, co zawarte jest w nowym „champie”.
Z innych zmian taką, która dość szybko rzuca się w oczy jest bardziej efektywny i rozbudowany system „newsów”. Nie dość, że dostajemy wieści na temat naszych własnych zawodników (oraz tych, których mamy na shortlist), to jeszcze ciągle dowiadujemy się o jakichś większych sprawach z prasy oraz Internetu. Naprawdę jest tego więcej niż dawniej, a i trzeba przyznać, że to nie jakieś sztuczne „rozdmuchiwanie” sprawy, ale naprawdę przydatne i ważne informacje.
Kilka drobniejszych usprawnień dotyczy samych zawodników. Po pierwsze – od razu widzimy drobne kontuzje, już w trakcie meczu. Jeżeli piłkarz niedomaga lekko, to możemy go od razu wymienić, tak by niedyspozycja się nie pogłębiła – dzięki temu nie wypadnie on ze składu na kilka tygodni, ale na kilka dni co najwyżej. Nowym rozwiązaniem także jest wprowadzenie zależności w stosunkach pomiędzy zawodnikami naszej drużyny – oprócz bowiem dodanej im w CM4 „mentalności”, mamy teraz także wgląd w uczucia, jakie żywi do swoich kolegów. A wiele zależy od tego, czy drużyna nie tylko jest zgrana, ale także czy jest paczką kumpli – wysokie morale już nieraz wygrało mecz. Z graczami wiąże się też trzecia niewielka nowość – do statystyk i comiesięcznych „the best of” dodano kilka elementów, takich jak na przykład „gol miesiąca”. Niby nic wielkiego, a cieszy.
Z tych małych poprawek, które normalnie mogłyby ujść uwadze, mamy też „uwolnione” własne współczynniki. Nasz awatar w grze miał już swoje atrybuty w poprzedniej części, ale raz przydzielone przez program nie ulegały one zmianom. Teraz zaś ich modyfikacje w zależności od podejmowanych przez nas działań są widoczne. Wiem, to pierdółka, ale zawsze jakieś usprawnienie, nieprawdaż?
Uh, i to by było na tyle tej wyliczanki. Nie wymieniłem tu wszystkiego, bo o większości tych najdrobniejszych zmian wspominać nie warto, a poza tym nie zauważa się ich tak od razu. Co do reszty zaś – nadal mamy tu do czynienia z najlepszą produkcją tego typu na rynku. Niesamowicie rozbudowana, z ogromną, piekielnie dokładną bazą i najlepszymi rozwiązaniami. Tak jak i poprzednicy, Championship Manager 03/04 charakteryzuje się wprost potwornym przyciąganiem – przykuwa do monitora na długie godziny, dni, tygodnie tudzież miesiące. Zapomnijcie o innych grach, zapomnijcie o pracy domowej czy o nadrabianiu w domu zaległości z firmy – zawładnął Wami „champ” – najmocniejsze z komputerowych uzależnień.
Wypadałoby już kończyć tę recenzję... Aaaaa!!!! Zapomniałem!!! Ale ze mnie fujara! Zapomniałem o najważniejszym usprawnieniu! Uff! No, oczywiście chodzi o to, jak gra chodzi – mianowicie o wiele szybciej niż „czwórka”. Na tym samym sprzęcie, przy takiej samej ilości wybranych lig pomyka tak średnio trzy, cztery razy bardziej rączo (albo i jeszcze szybciej). Koniec z wychodzeniem na spacer w trakcie generowania rozgrywek ligowych... Prawda, że miło? No ba!
No i to już koniec – wyciągajcie łapki po pudełka na półce, a ja wracam do mojego Wolverhampton. Ostatnio udało mi się wygrać 3-1 z Chelsea - miałem fuksa, bo Bridge dostał czerwoną kartkę na samym początku meczu i choć Crespo dał radę wsadzić mi jedną szmatę, to Sturridge odpowiedział dwoma golami, a i rezerwowy Shaun Newton dorzucił jednego swojego! |
|